Polski atom w 2040 roku
Na ile realne są deklaracje rządu w sprawie polskiego atomu w 2020 roku? Niestety, te całkowicie rozmijają się z rzeczywistością. Pierwsze reaktory powstaną bowiem co najmniej 10 lat później.
Taką prognozę serwuje nam dziś portal Money.pl, wskazując, że obecnie średni czas potrzeby do uruchomienia elektrowni jądrowej, od podjęcia decyzji, rozpisania przetargów do samego etapu budowy i jej zakończenia, wynosi co najmniej 15 lat. I nie chodzi tu nawet o jakiekolwiek przeszkody formalno-prawne ciągnące się latami, a jedynie o czas realizacji zamówionych reaktorów. Szacuje się bowiem, że moce przerobowe producentów, a tych na całym świecie jest raptem pięciu (m.in. Areva, Westinghouse Electric, Atomic Energy of Canada czy rosyjski Rosatom), nie pozwolą na przyspieszenie tempa realizowanych właśnie blisko 50 atomowych inwestycji. To zaś oznacza, że decyzja w tej sprawie, nawet jeśli zapadnie dziś, dotyczyć będzie reaktorów oddanych do użytku w 2030 czy 2040 roku.
A pod uwagę brać trzeba i to, że zainteresowanie energetyką jądrową jest coraz większe. Jeszcze na początku 2007 roku na świecie budowano zaledwie 28 elektrowni, jednak w ciągu dwóch lat ich liczba wzrosła niemal dwukrotnie. Podobna tendencja dotyczy inwestycji dopiero planowanych, tych przybyło z 64 do 110 w tym samym okresie. Jeśli wszystkie projekty uda się przeprowadzić zgodnie z planem, liczba reaktorów wzrośnie o ponad 70 proc., z obecnych 436 do 759. Wówczas może się okazać, że czas realizacji atomowych budów znacznie się wydłuży.
- Coraz więcej krajów decyduje się na budowę elektrowni atomowych. Do energetyki jądrowej wracają Amerykanie, Francuzi, Szwedzi, Finowie. Także Estończycy rozpoczęli niedawno własny program atomowy. Zwiększony globalny popyt spowoduje, że moce produkcyjne firm oferujących reaktory jądrowe będą niewystarczające. Może się okazać, że zamówienie złożone za 3-4 lata zostanie zrealizowane za lat 20 czy 30 - mówi Lesław Kuzaj, dyrektor regionalny General Electric w Europie Środkowej.
Na co więc czekamy w Polsce? Okazuje się, że zanim przystąpimy do jakiegokolwiek planowania, niezbędne jest stworzenie odpowiednich przepisów, na co rząd ma czas do końca przyszłego roku. Biorąc jednak pod uwagę, że wkróce potem wszystkich całkowicie pochłoną wybory parlamentarne, liczyć się trzeba z kolejnym przesunięciem czasowym. Nie dziwi więc sceptycyzm wielu obserwatorów, którzy atomowe plany rządu oględnie określają mrzonką.
Jakkolwiek jednak, mimo ostrożnych komentarzy dotyczących tempa realizacji, inwestycje jądrowe wydają się dla Polski koniecznością. Powodów, które przekonują do atomu jest co najmniej kilka: niska cena energii, bezpieczeństwo energetyczne, brak emisji CO2, postęp cywilizacyjny kraju itp. Szkoda więc, że mimo przychylności społeczeństwa, tak długo czekać trzeba na zdecydowane kroki rządu inicjujące to energetyczne przedsięwzięcie.
A pod uwagę brać trzeba i to, że zainteresowanie energetyką jądrową jest coraz większe. Jeszcze na początku 2007 roku na świecie budowano zaledwie 28 elektrowni, jednak w ciągu dwóch lat ich liczba wzrosła niemal dwukrotnie. Podobna tendencja dotyczy inwestycji dopiero planowanych, tych przybyło z 64 do 110 w tym samym okresie. Jeśli wszystkie projekty uda się przeprowadzić zgodnie z planem, liczba reaktorów wzrośnie o ponad 70 proc., z obecnych 436 do 759. Wówczas może się okazać, że czas realizacji atomowych budów znacznie się wydłuży.
- Coraz więcej krajów decyduje się na budowę elektrowni atomowych. Do energetyki jądrowej wracają Amerykanie, Francuzi, Szwedzi, Finowie. Także Estończycy rozpoczęli niedawno własny program atomowy. Zwiększony globalny popyt spowoduje, że moce produkcyjne firm oferujących reaktory jądrowe będą niewystarczające. Może się okazać, że zamówienie złożone za 3-4 lata zostanie zrealizowane za lat 20 czy 30 - mówi Lesław Kuzaj, dyrektor regionalny General Electric w Europie Środkowej.
Na co więc czekamy w Polsce? Okazuje się, że zanim przystąpimy do jakiegokolwiek planowania, niezbędne jest stworzenie odpowiednich przepisów, na co rząd ma czas do końca przyszłego roku. Biorąc jednak pod uwagę, że wkróce potem wszystkich całkowicie pochłoną wybory parlamentarne, liczyć się trzeba z kolejnym przesunięciem czasowym. Nie dziwi więc sceptycyzm wielu obserwatorów, którzy atomowe plany rządu oględnie określają mrzonką.
Jakkolwiek jednak, mimo ostrożnych komentarzy dotyczących tempa realizacji, inwestycje jądrowe wydają się dla Polski koniecznością. Powodów, które przekonują do atomu jest co najmniej kilka: niska cena energii, bezpieczeństwo energetyczne, brak emisji CO2, postęp cywilizacyjny kraju itp. Szkoda więc, że mimo przychylności społeczeństwa, tak długo czekać trzeba na zdecydowane kroki rządu inicjujące to energetyczne przedsięwzięcie.
(bpawlak), 28-05-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



