Jak ekologia wpływa na ceny energii?
Zdaniem WWF, ekologia i walka ze zmianami klimatycznymi nie mają wpływu na wzrost cen energii. Tym samym we wtorek zostało zakwestionowane stanowisko polskiego rządu w tej sprawie.
Chodzi mianowicie o przygotowane przez nasz rząd opracowanie, wskazujące, iż wdrożenie propozycji Komisji Europejskiej dotyczących walki ze zmianami klimatycznymi będzie oznaczać drastyczną podwyżkę cen energii elektrycznej. Sprawa w rzeczywistości rozbija się o najbardziej krytykowane przez Polskę rozwiązanie, zgodnie z którym od 2013 roku elektrownie będą musiały kupować 100 proc. pozwoleń na emisje CO2 na unijnym rynku handlu emisjami. Polski rząd już dziś straszy, że grozi to wzrostem cen energii elektrycznej o blisko 70 proc. W obecnym systemie elektrownie dostają uprawnienia za darmo. Jak podaje portal Cire, według scenariusza dla Polski, w 2013 roku cena jednej MWh energii elektrycznej wyniesie 91 euro, i to bez względu na to, czy uprawnienia będą za darmo, czy też będą sprzedawane na aukcjach.
Ekolodzy popierają obowiązek kupowania 100 proc. pozwoleń na aukcjach od 2013 roku, gdyż ich zdaniem, wprowadzony w 2005 roku system darmowych kwot okazał się "katastrofalnym eksperymentem". Elektrownie dostały większe limity niż potrzebowały, więc nie musiały inwestować w nowe, przyjazne środowisku technologie. Mało tego, mogły nawet sprzedawać nadwyżki uprawnień na wolnym rynku czerpiąc z tego zyski. Jednocześnie w niektórych krajach doliczały do ceny energii rzekomy koszt udziału w systemie ETS, obciążając nim klientów. W Polsce, zdaniem Macieja Nowickiego, ministra środowiska, obowiązek kupowania zezwoleń na aukcjach oznaczałby dodatkowe 5 mld euro kosztów dla sektora energetycznego, co jest nie do zaakceptowania przez polski rząd.

Zamówiona jednak przez World Wild Fund analiza, dotycząca rynku energii w krajach, gdzie energetyka wciąż opiera się w znacznym stopniu na węglu: Polsce, Niemczech, Czechach i na Węgrzech, przekonuje, że "wbrew niektórym twierdzeniom, ceny energii elektrycznej nie wzrosną z tego powodu". Autorzy opracowania z ośrodka badawczego New Carbon Finance doszli do wniosku, że wpływ na ceny ma samo objęcie danej branży systemem ETS, nie zaś sposób przydzielania uprawnień. Sytuacja nie zmieni się więc, kiedy elektrownie będą musiały kupować pozwolenia na aukcjach. Dowodem na to mają być obliczenia i prognozy, z których wynika, iż np. w Niemczech dodatkowe zyski elektrowni w latach 2005-2012 wyniosą ok. 34 mld euro. Ten sam proces został już zapoczątkowany w Polsce, mimo że producenci energii otrzymują uprawnienia za darmo.
Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej, co najmniej 20 proc. uzyskanych z aukcji środków ma służyć finansowaniu walki ze zmianami klimatycznymi. Gra toczy się przynajmniej o 50-60 mld euro rocznie. W swoich analizach KE szacuje, że cena energii elektrycznej wzrośnie o 10-15 proc. do roku 2020.
Handel emisjami jest jednym z instrumentów polityki ekologicznej państwa, którego celem jest dążenie do ograniczania emisji zanieczyszczeń. Jego wdrożenie stanowi realizację postanowień protokołu z Kioto (od czasu ratyfikacji przez Rosję protokół stał się obowiązującym prawem międzynarodowym) oraz zobowiązań wynikających z naszego członkostwa w Unii Europejskiej.
Uprawnienia do emisji przyznawane są podmiotom objętym systemem na kilkuletni okres rozliczeniowy: pierwszy okres obejmował lata 2005-2007, kolejne okresy są już pięcioletnie i są swego rodzaju wielkością dopuszczalną emisji. Przydział uprawnień (jedno uprawnienie odpowiada emisji 1 tony CO2) ma pokryć własne potrzeby emisyjne instalacji wynikające z wielkości produkcji. Wygospodarowana nadwyżka, np. w wyniku przeprowadzonych modernizacji, może zostać sprzedana na rynku. W przypadku niewystarczającej ilości uprawnień, prowadzący instalację musi dokupić ilość potrzebną do prowadzenia produkcji.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



